6/04/2017

Chaos

fot. VVithel (@vvithel)

Często zdarza mi się mieć głowę pełną pomysłów. I mam je, rzecz jasna, zamiar zrealizować w najbliższej przyszłości. Zazwyczaj zalicza się do nich wyjście z przyjaciółkami na sesję, aby zdjęcia z niej opublikować na blogu wraz z nowym postem, napisanie takowego o konkretnym temacie, zadbanie o tą stronę czy regularne publikowanie wpisów. I wiecie, kiedy przychodzi co do czego nagle okazuje się, że tak nie jest i w mojej głowie tak naprawdę tkwi jedna, wielka pustka, a ja tracę na wszystko ochotę i zastanawiam się, czy nie lepiej będzie rzucić to w diabli. Wypaliłam się? Nie do końca, bo pomysły faktycznie są, ale kiedy chcę je zrealizować i zasiadam do laptopa nagle wyparowują i opuszcza mnie wszelka chęć do czegokolwiek. Jestem wówczas ciągle zmęczona, poirytowana, nic mi się nie chce i najchętniej zaszyłabym się pod kołdrą, nic nie robiąc, marnując dzień po dniu w towarzystwie dobrej herbaty oraz rzecz jasna laptopa czy telefonu.

5/04/2017

Wieczne dzieci

fot. VVithel (@vvithel)

Będąc małymi dziećmi wszystko wyglądało dla nas zupełnie inaczej. Inaczej przeżywaliśmy Nowy Rok, uznając go za coś naprawdę wyjątkowego, a nie wspominając nawet o tym, że wytrzymanie do dwunastej w nocy było nie lada wyczynem. Próba zaśnięcia przy zgaszonym świetle, w zupełnie ciemnym pokoju, bez mamy siedzącej obok też było ciężkim wyzwaniem, ponieważ baliśmy się potworów, schowanych pod naszym łóżkiem lub po prostu ciemności. Nie obchodziło nas zbytnio to, co dzieje się na świecie, gdzie i w jaki sposób toczone są wojny, kto wygrał wybory prezydenckie w naszym lub innym kraju i jakie będzie to miało skutki. Mówiliśmy wszystko, co nam ślina na język przyniosła, nie zważając na konsekwencje i nie przejmowaliśmy się niczyją opinią, robiąc po prostu to, co uważaliśmy wówczas za słuszne. Kłóciliśmy się z najlepszymi przedszkolnymi lub szkolnymi przyjaciółmi o błahostki, a przede wszystkim dużo marzyliśmy. Nasze marzenia często były nierealne i wręcz głupie, ale nie obchodziło nas to zbytnio i w głębi duszy naprawdę wierzyliśmy, że kiedyś uda nam się przejechać na jednorożcu, dostać się na drugi koniec tęczy czy zostać syreną.

3/24/2017

Nowości kosmetyczne | grudzień-marzec

Szczerze powiedziawszy, zakładając bloga w życiu nie sądziłam, że pojawi się na nim post związany z kosmetykami. Zawsze uważałam je za kwestię indywidualną, bo to co u kogoś zadziała, u innego niekoniecznie i ogólnie nie byłam przekonana co do pisania o nich osobnych postów. Wbrew temu jednak co myślałam, naszła mnie ochota na pokazanie i krótkie opisanie wam moich paru nowości, w jakie się zaopatrzyłam tak przy okazji minionych już dawno świąt i pobytu w różnych sklepach z kosmetykami. Nie jest ich za dużo i o większości z nich nawet słowem nie wspomniałam, bo są dopiero nowe albo jeszcze w ogóle ich nie używałam i niewiele mogę o nich powiedzieć, chyba, że w następnych postach, o ile takowe będą.

MASŁO DO UST z THE BODY SHOP

Choć zima jest naprawdę piękną porą roku, moje usta za nią jakoś nie przepadają i w czasie jej trwania pierzchną oraz są bardzo wysuszone, bardziej niż zazwyczaj. W związku z tym w rękach miałam naprawdę dużo pomadek i innych tego typu produktów o właściwościach nawilżających, ale nie wszystkie przypadły mi do gustu, więc postanowiłam poszukać czegoś nowego. Będąc w styczniu w The Body Shop skusiłam się na grejpfrutowe masło do ust, które uwiodło mnie swoim pięknym zapachem i właśnie to mogę uznać za jego dużą zaletę. Produkt ma tłustawą konsystencję, topiącą się pod ciepłem palców, nawilża jednak świetnie, pozostawiając po sobie lekki połysk. Nadaje również ustom naprawdę ładny oraz przyjemny zapach i powoduje, że usta wyglądają zdrowiej. Wydajność także jest w porządku i produkt starczył mi na półtora, prawie dwa miesiące, na razie jednak nie planuję kupować go ponownie.

10/10/2016

Londyn-Brighton | 01-07.10

W piątek wróciłam z tygodniowego wyjazdu zorganizowanego przez moje gimnazjum do Londynu. W poprzednim poście wspominałam, że chciałabym przełamać rutynę - udało mi się to, wyjeżdżając na siedem dni do innego kraju. W każdym bądź razie już wiele miesięcy przed wycieczką w mojej głowie narodził się plan, by zgodnie z treścią pierwszego posta napisać z stolicy relację... I właśnie przyszedł na to czas.